Podobno pieniądze szczęścia nie dają... ale zakupy już tak. Ludzie nie potrzebują pieniędzy, by oszczędzać. Potrzebują ich, by kupować. Bardzo odkrywcze stwierdzenie ;) Materialiści w większym stopniu niż niematerialiści czerpią przyjemność z samego pragnienia posiadania. Hmm, czy to nie nazywa się już zakupoholizm? Cokolwiek byśmy zdobyli, co sprawia nam nawet olbrzymią radość, po jakimś czasie przestaje cieszyć, bo się do tego przyzwyczajamy Taa, prawda odjawiona :D Człowiek jest tak skonstruowalany że potrzebuje ciągle bodźców... nawet szczęścia. Psycholodzy rozkładają proces zakupów na atomy i badają go szczegółowo. Wnioski płynące z ich prac są optymistyczne, bo okazuje się, że dzięki pieniądzom można być jednak szczęśliwszym. Pieniądze rządzą światem i obojetnie czy to Paśtwo czy rodzina. W dodatku – co równie optymistyczne – kluczem do szczęścia nie jest ilość pieniędzy, ale sposób ich wydawania. Szczególnie jak jest ich mało... z drugiej strony to ZAWSZE jest ich mało ;) Warto kupować wrażenia, przeżycia, doświadczenia, bo mózg trudniej się do nich przystosowuje. Przekładając to na zwykły język to lepiej pojechać na wczasy niż kupić np. lepszy telewizor. Przygody z czasem nabierają wyrazistości, są reinterpretowane i w efekcie nawet niezbyt udane wakacje mogą po latach urosnąć do rangi świetnego przeżycia.Skąd my to znamy... a nie jest czasami tak że wtedy byliśmy młodsi i dlatego jest to miłe wspomienie. Rzeczy, które kupujemy, rzadko spełniają nasze wygórowane oczekiwania. No niestety tak często bywa. Satysfakcja z zakupu maleje jeszcze bardziej, gdy zaczynamy myśleć, co w zamian moglibyśmy mieć. Znam to z własnych doświadczeń np. kupują obecną komórkę. Materializm źle działa na jakość kontaktów ze znajomymi, a właśnie od tych więzi w dużym stopniu zależy poczucie szczęścia. To tylko udowadnia że człowiek jest zwierzęciem stadnym i samotny jest nieszczęśliwy. Jeśli już jednak kupujemy dobra materialne, warto unikać nadmiaru i rutyny. Mózg uwielbia niespodzianki. Tylko że wtedy robimy graciarnie w domu... chyba że regularnie wyrzucamy nasze poprzednie ″niespodzianki″ ;) W książce „Happy Money: The Science of Smarter Spending” radzi, by stosować prostą strategię: przerwa w kupowaniu, chociażby porannej kawy, pozwoli po jakimś czasie bardziej się nią delektować. Czyli nie wpadajmy w rutynę a będziemy szczęśliwsi. Kupując kawę czy ofiarowując jakiś inny drobiazg bliskiej osobie, mamy większą przyjemność, niż jeśli wydamy pieniądze tylko na siebie. Hmm, coś w tym jest. Warto też płacić od razu za to, co chcemy mieć. Odwrócona kolejność – najpierw konsumpcja, potem mozolne spłacanie kredytu – zabija dużą część przyjemności, jaką można mieć za pieniądze. Jestem tego samego zdania, kupowanie na kredyt zabija radość z zakupu... a już zaciąganie kredytu na wczasy jest moim zdaniem nieporozumieniem. Inną sprawą są zakupy czegoś potrzebnego nam w domu, na to kredyt czasami trzeba zabrać... tylko warto się zastanowić czy jest nam to niezbędne w domu. Wydawanie pieniędzy w taki sposób, by dawały jak najwięcej radości, nie jest równie proste jak ogólnie uniwersalne prawdy opisywane przez naukowców. Oj, to prawda. Zawsze jest łatwiej radzić komuś niż samemu to wdrażać w życie. Planując wydatki warto też pamiętać, by w miarę regularnie zasilać swoje poczucie szczęścia. Nie rzadziej niż co kilka miesięcy, gdyż radość i satysfakcja z zakupów utrzymuje się dość krótko. Rada bardzo dobra, gorzej z realizacją tego... chociaż np. pójście do kina nie jest takie drogie a tak samo sprawia nam radość (szczęście). Podsumując te cytaty... róbmy to co sprawia nam radość a nasze życie będzie bardziej szczęśliwsze.