Nic dziwnego że dużo ludzi nie wierzy w ocieplenie klimatu, wystarczy wyjść na dwór.
Z jednej strony Europa się ociepla najszybszej, z drugiej się mówi o tzw. małej epoce lodowcowej która nadciąga do Europy. Kopuła ciepła vs wir zimna na morzu który spowalnia prąd morski który Europę ociepla. Nie wykluczam się te zjawiska mogą posiadać wspólny mianownik w postaci globalnego ocieplenia. Jednak ludziom coraz trudniej to zrozumieć a wszelkie alarmujące niusy w mediach tylko zaciemniają obraz. Do tego dochodzi wręcz obsesyjna narracja ekologiczna że wyrzeczenia w Europie są w stanie odwrócić ten trend czyli globalne ocieplenie. Przypominam że Europa to nie jest jakaś wyspa pod kopułą gdzie można... regulować pogodę. Więcej niż cała Europa ma znaczenie kilka krajów, takich jak Chiny, USA, Indie.
Jest połowa czerwca i co... ano w domu trzeba się dogrzewać bo jest zimno. Od dawna zapowiadają że w Polsce będą warunki do uprawy cytrusów, jakoś tego nie widzę. Pewnie że zauważam zmiany kto twierdzi że ich nie ma jest ignorantem i zaprzecza faktom.
Jestem w takim wieku że pamiętam zimy gdzie śniegu bywało na dwa metry, jazda samochodem była jak jazda w tunelu gdzie po bokach były zwały śniegu. Okna w domu do połowy były pokryte śniegiem... a nawet wyżej. Lata były słoneczne. Pochody pierwszo-majowe były w słońcu, krótkich rękawach. Obecnie jest tendencja że zima, wiosna, lata, jesień to jedna pora roku i nie ma dużych różnic. Coraz wyraźniej widać DWIE pory roku a nie CZTERY jak kiedyś. Ogrzewało się dom przez 6 miesięcy, teraz 8 miesięcy jest właściwie już normą. Niestety ten okres grzewczy zbliża się do 10 miesięcy.
Mam wątpliwości czy właściwie ocieplenie Europy byłoby czymś niedobrym. Ileż to gazu, węgla, prądu się zużywa na ogrzewanie domów, ileż emisji gazów cieplarnianych jest więcej z powodu tak długiego okresu grzewczego.